Przez miesiące, obsypywano mnie prezentami od nieznanego wielbiciela-dopóki objawienie w Walentynki nie zaskoczyło mnie całkowicie

Ciekawe historie

Nigdy nie dbałem o romans. Zawsze wydawało się, że to fantazja, coś, co należało do filmów, a nie do prawdziwego życia. Ale potem zaczęły napływać prezenty-kwiaty, czekoladki, nawet książki, które chciałem. Bez nazwiska, bez wskazówek. Tylko tajemniczy wielbiciel, który wiedział za dużo. Ktoś patrzył. Ale kto? I dlaczego?

Szczerze mówiąc, nigdy nie byłem typem romantycznym. Zawsze tak było. Odkąd byłem nastolatkiem, nigdy nie rozumiałem, dlaczego wszyscy mają taką obsesję na punkcie komedii romantycznych.

Wielkie gesty, dramatyczne wyznania, przesadne szczęśliwe zakończenia-wszystko wydawało się zainscenizowane, nierealne.

Miłość tak nie działała w prawdziwym życiu. Przynajmniej w to wierzyłem. Jednak ktoś postanowił udowodnić, że się mylę.Pewnego dnia przyjechałem do pracy, żonglując kawą i torbą, tylko po to, by zamrozić przy biurku.

Usiadł tam ogromny bukiet kwiatów, jasny i przytłaczający. Notatka była attached.My serce waliło, gdy je rozłożyłem, mając nadzieję na imię. Ale wszystko, co powiedział, To: «twój uśmiech rozjaśnia moje dni.”

«Czy ktoś widział, kto przyniósł ten bukiet?»Zapytałem, trzymając notatkę.

Robert podniósł wzrok z komputera. «Nie. Byłem tu pierwszy. Był już na twoim biurku, kiedy przyjechałem.»Jego zwykły ciepły uśmiech sprawił, że mu zaufałem.

Robert był moim ulubionym współpracownikiem. Był miły, troskliwy i zawsze mnie wspierał.- Wow-powiedział Brian z drugiego końca pokoju. «Ktoś naprawdę zauważył, że istniejesz.”

Przewróciłem oczami. Brian był moim najmniej ulubionym współpracownikiem. Brian nigdy nie przegapił okazji, by mnie zdenerwować.

Od pierwszego dnia w biurze postawił sobie za zadanie działać mi na nerwy.

«Czy musisz taki być?- Zapytał Robert, potrząsając głową. «Zazdrosny bukiet nie jest dla Ciebie?”

Brian uśmiechnął się. «Och, spójrz na naszego rycerza w lśniącej zbroi.»Odszedł, zanim zdążyłem odpowiedzieć.- Dzięki-powiedziałem do Roberta.

— Zawsze chętnie pomagam-powiedział, mrugając.

Uśmiechnąłem się, odsunąłem kwiaty na bok i włączyłem komputer. Praca musiała być najważniejsza.

Rzecz w tym, że Robert, Brian i ja pracowaliśmy nad projektem dla firmy, ale tylko jeden z nas otrzymałby fundusze.

Zwycięstwo oznaczało uznanie, szacunek i rozwój kariery. Utrata oznaczała zmarnowane miesiące wysiłku. Pomyślałem, że właśnie dlatego Brian był ostatnio jeszcze bardziej nie do zniesienia.

Rozwijał się dzięki konkurencji i uwielbiał wchodzić mi pod skórę. To była bitwa, aw bitwach wszystko było uczciwą grą.

Nie mogłem pozwolić mu—ani nawet Robertowi—wygrać. Byłam jedną z niewielu kobiet w firmie i ciężko pracowałam, aby się tu dostać.

Gdyby mój projekt został sfinansowany, udowodniłoby to, że należę, że jestem równie dobry-nie, lepszy-niż mężczyźni.

Ale potem były prezenty. Prezenty od mojego tajemniczego wielbiciela nie ustały-przychodziły prawie codziennie.

Na początku nie miałem nic przeciwko. Bukiet jednego dnia, czekoladki następnego. Następnie, cukierki i książki—te, o których chciałem, ale nigdy nie wspomniałem na głos, przynajmniej nie, żebym pamiętał.

Wtedy przestał czuć się słodko i zaczął czuć się… niepokojący. Nie byłem osobą, która marzyła o romansie.

Nie omdlałem z powodu tajemniczych wielbicieli. Analizowałem, kwestionowałem, wątpiłem. Skąd ta osoba tak dużo o mnie wiedziała?

Ktoś patrzył. Ktoś znał moje nawyki, moje preferencje. Nie pochlebiało mi to. Bałam się.

«Musisz być szczęśliwy, że masz tajemniczego wielbiciela» — powiedział pewnego dnia Robert, odchylając się do tyłu na krześle.

«Szczerze mówiąc, to mnie przeraża» — przyznałem.

Robert uniósł brew. «Daj spokój. To słodkie.”

Pokręciłem głową. «Nie jestem tego taki pewien.”

Brian, który podsłuchiwał, uśmiechnął się. «Racja. To pewnie jakiś psychol, który pewnego dnia będzie czekał przed biurem, żeby się ciebie pozbyć.”

Chwyciłem ołówek i rzuciłem w niego. «Tylko taki chory idiota jak ty by to zrobił.”

Brian uniknął go łatwo. «Dotknął nerwu?”

Wróciłem do pracy, odpychając niespokojne myśli. Moja głowa już kręciła się po tym projekcie.

Chciałem mieć to już za sobą. Prezentacja miała miejsce dopiero 14 lutego. Ironia, prawda?

Brian jeszcze nie skończył. Podszedł i spojrzał na ekran mojego komputera. «Czy jesteś pewien, że to dobry pomysł?”

Odwróciłem od niego monitor. «Przestań węszyć. Prawdopodobnie chcesz po prostu ukraść mój pomysł.”

— Mój pomysł jest o wiele lepszy-powiedział Brian, krzyżując ramiona.

— Jasne-powiedziałem, ociekając sarkazmem.

Brian przewrócił oczami i odszedł.

Westchnąłem i sięgnąłem po papierowy kubek, ale był pusty. «Naprawdę muszę kupić butelkę wody. Jestem zmęczony ciągłym bieganiem do lodówki » — mruknąłem do siebie.

Następnego ranka, kiedy przyjechałem do pracy, na moim biurku usiadła elegancka nowa butelka wody.

Dołączono notatkę. «Więc nie musisz biec do lodówki.»Zamarłem.

Co do…?

Ktoś mnie podsłuchał. Ktoś z tego biura.

«Chcesz zjeść razem lunch?- Zapytał Robert, pojawiając się obok mnie.

— Tak, pewnie-powiedziałem rozproszony.

— Niezła butelka-powiedział, wskazując na nią.

— Tak-mruknąłem, podnosząc to.

«Nie wydajesz się z tego powodu zbyt szczęśliwy. Nie chciałeś?- Zapytał Robert, uważnie mnie obserwując.

Skinąłem głową, ale mój umysł wciąż pędził. Coś nie było w porządku. Następnie kliknął. To był Robert. Robert był moim tajemniczym wielbicielem.

Codziennie siedział obok mnie, wystarczająco blisko, by usłyszeć moje Odręczne komentarze. Znał moje ulubione rzeczy.

Zawsze był miły, zawsze wspierał. Kto inny mógłby to być? To miało sens.

Chciałem go o to zapytać, potwierdzić moją teorię. Ale prezentacja była zbyt ważna.

Nie mogłem się teraz rozproszyć. Musiałem skupić się na moim projekcie.

14 lutego w końcu zaprezentowaliśmy. Sala konferencyjna była wypełniona, napięcie wypełniało powietrze.

Gdy zaczęła się dyskusja, słuchałem uważnie. Projekt Roberta pojawił się pierwszy.

Dyrektorzy zadawali pytania, debatowali nad pomysłami. Ale nikt nie wspomniał o moim. Ani razu.

«Dużo mówiłeś o Robercie i moich projektach, ale nic nie powiedziałeś o Leslie» — powiedział nagle Brian, ze stałym głosem.

«Myślisz, że warto o tym porozmawiać?»nasz szef, Paul, zapytał, ledwo zerkając na mój raport.

Och. To użądliło.

Brian usiadł prosto. «Myślę, że to najbardziej zasłużony z trzech. To oczywiste, że projekt Leslie jest najlepszy.”

Musiałem powstrzymać opadanie szczęki. Brian, ze wszystkich ludzi, bronił mnie?

— Nie sądzę-wtrącił się Robert. «Nadal uważam, że mój jest najlepszy, a przynajmniej Briana. mężczyźni są lepszymi architektami niż kobiety.”

Czułem się, jakbym został spoliczkowany. Robert, który moim zdaniem wspierał, powiedział to?

Jeden z dyrektorów w końcu przyjrzał się mojemu projektowi. Przewracał strony, powoli kiwając głową. «Myślę, że Brian ma rację. Projekt Leslie jest najsilniejszy.”

Nastąpiła gorąca debata. Ludzie kłócili się tam iz powrotem, Liczby i strategie rzucane. Wstrzymałem oddech, czekając na ostateczną decyzję.

Prawie godzinę później wyszliśmy z sali konferencyjnej.

Wygrałem.

Mój projekt został wybrany. Zalała mnie ulga i duma. Wiedziałem, że na to zasłużyłem.

«Dzięki, że za mnie przemówiłeś» — powiedziałem Brianowi, gdy szliśmy korytarzem.

Wzruszył ramionami, ręce w kieszeniach, a potem szedł dalej.

Pokręciłem głową i zwróciłem się do Roberta. Moje podniecenie szybko zanikało. «Zachowywałeś się dziwnie podczas prezentacji. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, co do mnie czujesz.”

Robert zmarszczył brwi. «Co masz na myśli?”

«Wiem, że mnie lubisz. Jesteś moim tajemniczym wielbicielem-powiedziałem, krzyżując ramiona.

Robert zamrugał. «Co? Skąd masz ten pomysł?”

«Wszystko pasuje. Poza tym zawsze jesteś dla mnie miły» — powiedziałem.

Robert westchnął. «Jestem po prostu Uprzejmy. Mam dziewczynę.”

«Och…» mój żołądek opadł.

«Tak. I nadal uważam, że mój projekt powinien był wygrać » — dodał.

Pokręciłem głową. «Naucz się akceptować porażkę» — powiedziałem i odszedłem.

Jeśli to nie był Robert, to kto to był?

Teraz mój tajemniczy wielbiciel przestraszył mnie jeszcze bardziej. A gdyby miał jakieś urządzenie podsłuchowe przy moim biurku? Skąd inaczej wiedział wszystko?

Tego wieczoru, kiedy wyszedłem z biura, niepokój osiadł w moim żołądku. Słowa Briana powtarzały się w mojej głowie-pewnego dnia mój wielbiciel będzie czekał na zewnątrz.

Kiedy wyszedłem i zobaczyłem postać stojącą przy drzwiach, moje serce zatrzymało się. Spanikowałem i krzyczałem.

«O mój Boże, Brian! Przestraszyłeś mnie!»Krzyknąłem, mój puls przyspiesza.

«Przepraszam», powiedział, przesuwając się na nogach.

«Co tu robisz?»Zapytałem, przypatrując się mu podejrzliwie.

«Czekam przed biurem, żeby się ciebie pozbyć» — powiedział, jego ton nieczytelny.

«Co…?»Moje zamieszanie pogłębiło się.

Brian westchnął. — Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o Twoim tajemniczym wielbicielu, a ja powiedziałem, że pewnego dnia będzie na ciebie czekał na zewnątrz?”

Przerwałam mu. «Tak, ale co to robi—» zamarłem. Mój umysł poskładał to w całość. «Czekaj … to Ty?”

Brian skinął głową.

Dopiero wtedy zauważyłem duży bukiet w jego rękach. Tulipany. Mój ulubiony.

«Ale dlaczego to wszystko?»Zapytałem, wpatrując się w kwiaty.

«Pomyślałem, że musisz zobaczyć inną stronę mnie. Nie tylko Brian, który cię drażni, — powiedział, przesuwając się niezręcznie.

«Mogłeś po prostu przestać zachowywać się jak palant, zamiast straszyć mnie na śmierć» — powiedziałem, zwężając Oczy.

«Tak… nie poszło dokładnie tak, jak planowałem» — przyznał Brian, pocierając kark.

«Więc … lubisz mnie?»Zapytałem.

Brian zakrył twarz dłonią. «Nie jestem dobry w mówieniu o tym» — mruknął.

— Zauważyłem — powiedziałem, uśmiechając się.

«…Tak. Tak-powiedział w końcu, unikając kontaktu wzrokowego.

Uśmiechnęłam się.

— Cóż, Szczęśliwych Walentynek-powiedział Brian, odwracając się, by odejść.

«Hej, to wszystko?»Zadzwoniłem po niego. «Nie ma zaproszenia na obiad?”

Brian zawahał się. «Naprawdę byś tego chciał?”

Podszedłem do niego i wziąłem go za ramię. «Cóż, muszę poznać tego drugiego Briana» — powiedziałem.

Powiedz nam, co myślisz o tej historii i podziel się nią ze znajomymi. To może ich zainspirować i rozjaśnić ich dzień.

Visited 2 times, 1 visit(s) today
Оцените статью
Добавить комментарий